Aston Villa i Tottenham w cieniu zasad finansowych
Aston Villa i Tottenham znalazły się po dwóch stronach tej samej finansowej układanki. Sukces sportowy nie zawsze oznacza dziś większą swobodę na rynku.

Aston Villa i Tottenham weszły w nowy sezon z zupełnie innymi nastrojami, choć logika sportowa podpowiadałaby coś odwrotnego. Klub z Birmingham ma za sobą bardzo udaną kampanię, zakończoną triumfem w Lidze Europy i miejscem w czołowej czwórce, a mimo to jego lato na rynku transferowym jest pełne niepokoju. Z kolei Spurs, choć po słabym sezonie ligowym, pozwolili sobie na kosztowne ruchy. To kolejny przykład na to, że we współczesnym futbolu o możliwościach klubu nie decydują wyłącznie wyniki na boisku.
Villa z sukcesem sportowym, ale bez komfortu
Na pierwszy rzut oka Aston Villa powinna znajdować się w znacznie lepszym położeniu niż Tottenham. Zespół od kilku sezonów kończy rozgrywki wyżej od londyńczyków, a ostatnia kampania tylko to potwierdziła. Mimo tego klub nie wszedł w letnie okno z poczuciem stabilności i przewagi.
Wręcz przeciwnie, wokół drużyny pojawiło się sporo znaków zapytania. Wśród najgłośniejszych odejść wymieniani są Morgan Rogers, Ezri Konsa i Youri Tielemans. Uzgodniono też transfer Emiliano Martíneza do Chelsea, a przyszłość Olliego Watkinsa również stoi pod znakiem zapytania. Jednocześnie Villa ma jeszcze planować kolejne ruchy, w tym związane z Nicolasem Jacksonem i pozyskaniem środkowego obrońcy.
To wszystko tworzy obraz klubu, który zamiast spokojnie budować kadrę po sukcesie, musi balansować między ambicją a ograniczeniami. Tym bardziej że w perspektywie ostatnich pięciu sezonów Aston Villa miała jeden z najniższych bilansów netto wydatków transferowych w Premier League. Mniej wydał tylko Brighton.
Tottenham wydaje mimo słabego sezonu
Po drugiej stronie jest Tottenham, którego sytuacja sportowa wyglądała znacznie gorzej. Klub zakończył poprzedni sezon bardzo nisko, co przełożyło się także na wyraźnie mniejsze wpływy z tytułu miejsca w tabeli Premier League niż w przypadku Aston Villi. A jednak to właśnie Spurs byli jednym z najbardziej aktywnych graczy na rynku.
Szacowane wydatki Tottenhamu sięgnęły łącznie bardzo wysokiego poziomu. Nawet jeśli sprzedaże obniżyły końcowy bilans netto, skala inwestycji pozostaje znacząca. Do tego dochodzi jeszcze wypożyczenie Omara Marmousha z Manchesteru City, po którym klub ma być zobowiązany do wykupu zawodnika po sezonie.
Ten kontrast między Aston Villą a Tottenhamem pokazuje, że bieżący wynik sportowy nie zawsze przekłada się na transferową swobodę. W praktyce dużo większe znaczenie mają dziś ramy finansowe, w których poruszają się kluby.
Właściciele z pieniędzmi, ale związani przepisami
W przypadku Aston Villi szczególnie mocno wybrzmiewa pytanie o sens obecnego systemu. Klub należy do Nassefa Sawirisa i Wesa Edensa, czyli właścicieli dysponujących ogromnym kapitałem. To oni przejęli zespół w trudnym momencie i pomogli mu wrócić do wysokiego poziomu sportowego.
Mimo to nie mogą po prostu finansować rozwoju drużyny według własnych możliwości. W odróżnieniu od wcześniejszych lat w europejskim futbolu, kiedy najbogatsi właściciele potrafili błyskawicznie zmieniać układ sił, dziś obowiązują znacznie twardsze limity kosztowe. I to właśnie one najmocniej wpływają na decyzje kadrowe.
To prowadzi do zasadniczego pytania: czy obecne reguły rzeczywiście służą wyrównywaniu szans, czy raczej utrwalają przewagę tych, którzy już wcześniej zbudowali silną pozycję przychodową?
PSR i SCR, czyli finansowa rzeczywistość futbolu
Tłem całej sprawy są przepisy UEFA i Premier League dotyczące kontroli kosztów. W Anglii przez lata funkcjonowały zasady PSR, wcześniej kojarzone z financial fair play. W uproszczeniu miały one ograniczać straty klubów w określonym okresie rozliczeniowym, choć krytycy od dawna podnoszą, że z samą „sprawiedliwością” miały niewiele wspólnego.
UEFA wprowadziła z kolei model SCR, czyli wskaźnik kosztów kadry. Zgodnie z nim wydatki na pierwszy zespół nie mogą przekraczać określonej części piłkarskich przychodów klubu. Do tych kosztów zaliczają się między innymi pensje zawodników, amortyzacja transferów, odpisy oraz prowizje dla agentów.
Kluczowe jest to, że liczą się realne przychody piłkarskie: wpływy meczowe, prawa telewizyjne i działalność komercyjna. To sprawia, że kluby z mocniej rozwiniętym biznesem mają naturalnie większe pole manewru. Z tego punktu widzenia Aston Villa może być przykładem zespołu, który osiągnął bardzo dużo sportowo, ale nadal nie ma takiej samej siły finansowej w systemie jak najwięksi gracze.
- Aston Villa wygrała Ligę Europy i zakończyła sezon w czołowej czwórce.
- Tottenham zakończył rozgrywki znacznie niżej, ale był bardzo aktywny transferowo.
- Villa notuje jeden z najniższych bilansów netto wydatków transferowych w Premier League w ostatnich pięciu sezonach.
- Na możliwości klubów wpływają przepisy PSR i SCR.
Dlatego dyskusja o „sprawiedliwości” finansowych reguł wraca z pełną mocą. Przypadek Aston Villi i Tottenhamu pokazuje, że sukces na boisku nie zawsze daje przewagę poza nim, a bogaty właściciel nie zawsze może działać tak, jak oczekiwaliby kibice.
Nasze typy na dziś
Wyłapane przez model PredictStats — realne kursy i przewaga (value).
Al Anwar — Al Ula
Both Teams to Score: Under 0
kurs1.87value+38.4%Groningen — Fortuna Sittard
Cards Over/Under: Under 4.5 Cards
kurs1.61value+34.2%Gençlerbirliği S.K. — Erzurumspor FK
Cards Over/Under: Under 4.5 Cards
kurs1.90value+31.5%